środa, 2 kwietnia 2014

Postanowienie poprawy...

Ile razy mówiłyście sobie, że to od jutra będziecie zwalać zbędne kilogramy?

Ja, szczerze mówiąc, przestałam już liczyć. Dawno się poddałam, bo żadna z diet na jakiej byłam nie działała. Doszłam w końcu do wniosku, że ze mną jest coś nie tak i zaczęłam nękać swoja lekarkę o wyniki i pomoc w ustaleniu gdzie coś nie gra. Okazało się, że wyniki mam zaskakujące dobre! Wiec gdzie u licha tkwi problem?

Nie jedna osoba powie, że źle się odżywiam, ale gdyby tak naprawdę było to czy utrzymywałaby swoją wagę, powiedzmy tak przez rok, na nie zmienionym poziomie? W życiu! Z resztą inną sprawą jest to, że na chwilę obecną nie mogę przejść na dietę ze względu, że karmię.

Inni znowu powiedzą, że powinnam zacząć ćwiczyć. Już na samą myśl podnosi mi się ciśnienie! Mając

BMI = 44 

nie jestem w stanie biegać (nie jest z resztą to wskazane), chodzić na długie dystanse. Z resztą, są to czynności, które wykonuję niechętnie. Są jednak dwie rzeczy, które mogę robić i które lubię robić, ale niestety z braku czasu nie mam możliwości. A mianowicie są to: pływanie i jazda na rowerze.

Zastanawiacie się co mnie ruszyło? Jest kilka powodów.
1) od bardzo dawna jestem na diecie ŻM (żryj mniej)
2) zaczynają się problemy z plecami
3) problem z wejściem po schodach z dzieckiem na ręku
4) nienawiść do własnego odbicia w lustrze (chociaż mój facet ma na to inne zdanie)
5) ślub w lipcu
6) inne - których jest naprawdę wiele!!

Niedawno w telewizji był program o dietach i o tym kto nas tuczy. W kilku słowach: diety nie działają (mówimy to o dłuższym okresie czasu taki jak 2 lata i więcej) oraz szukali powodu dla którego cierpimy, jako społeczeństwo, na nadwagę i otyłość.

Dla mnie to nic nowego... Obecnie należę do "kółka różańcowego grubasów" (tak nazywam strażników wagi (WeightWatchers)). I zapytacie jak mi idzie? A no właśnie nie idzie! Trzymam się zasady nie przekraczania punktów ale nie ma rezultatów. Tzn. jeśli się one pokazują to jest to zmiana wielkości +/- 200g. No i jak się nie wkurzyć? I tak jest cały czas! Jutro znowu idę, zobaczę jak mi poszło - mówię to bez przekonania bo wtedy kiedy liczyłam na spadek wagi to rezultat był dokładnie odwrotny...

Pomyślałam sobie tak... Skoro i tak i tak chodzę do WW to będę monitorowała wagę i zapisywała ją, ale analizowała będę w skali miesiąca (lub 2tyg.) a nie tygodnia. Dane będę zapisywała w notesie a Was będę informowała jak mi idzie (może kiedyś skuszę się i podam Wam te cyfry). Zmierzę się w kilku miejscach i będę to robiła co tydzień w środę, ale analizować będę podobnie jak wagę. Chcę wprowadzić dwie zasadnicze zmiany (tak na dobry początek drobnostki, które robią duża różnicę).

Zmiany:
1) picie - do tej pory była tylko kawa. Od jutra postaram się aby to była tylko jedna. Co 2godziny będę pić szklankę wody (w moim przypadku musi być jakiś dodatek, np. sok z cytryny). Pierwszã szklankã będzie woda z łyżeczkã miody (na wzmocnienie mojej szwankujãcej ostatnio odporności).
2) ruch - do tej pory praktycznie jego brak. Przynajmniej raz w tygodniu jazda na rowerze, ok. 5km. Myślę, że po dwóch tygodniach po zmiania 1, wejdzie w życie ta zmiana. Wszystko będzie uzależnione od: stanu mojego zdrowia, stanu technicznego roweru oraz od ilości wolnego czasu. 

 Wszystko będę notowała i mam nadzieję, że na planach się nie skończy.

Pisała
GrubaskA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz